GŁUPOTA
Bywa taki rodzaj głupoty, który nie wynika z braku wiedzy, lecz z braku woli jej przyjęcia. Nie rodzi się z niewiedzy, ale z uporu. Z zamknięcia na argument, doświadczenie i prawdę. I właśnie ten stan wydaje się nieuleczalny.
Bo nie da się pomóc komuś, kto nie chce słuchać. Nie da się nauczyć kogoś, kto już „wie wszystko”. Nie da się uleczyć postawy, która żywi się pogardą dla myślenia i dumą z ignorancji. Taka głupota nie cierpi na brak narzędzi — cierpi na brak pokory.
Paradoks polega na tym, że im bardziej jest odporna na rozum, tym pewniejsza siebie się staje. Nie zadaje pytań, bo odpowiedzi uważa za zbędne. Nie szuka sensu, bo zadowala się hałasem. I dlatego trwa — nie dlatego, że jest silna, lecz dlatego, że jest zamknięta.
Jedynym, co może ją osłabić, nie jest argument, lecz wstrząs: spotkanie z rzeczywistością, której nie da się zignorować. A i to nie zawsze wystarcza.
Reszta z nas może zrobić tylko jedno: myśleć, pytać i nie bać się rozumu. Bo choć głupota bywa nieuleczalna, myślenie wciąż jest wyborem.